Drugi Tydzień Adwentu – Piątek
13. LETNIOŚĆ, A MIŁOŚĆ DO BOGA
1. Letniość grzechem pozbawiającym życie miłości.
2. Przyczyny letniości.
3. Środki do walki przeciw letniości.
13.1 Dasz światło życia idącym za Tobą. Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą występnych... On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną.
Nasze życie nie ma sensu, jeżeli nie jest zjednoczone z Panem. Panie, do kogoż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego (J 6, 68). Nasze sukcesy, szczęście ludzkie, które możemy posiąść, są jak plewa, którą wiatr rozmiata (Ps 1, 4). Możemy powiedzieć Panu w naszej modlitwie osobistej: „Zostań z nami, ponieważ naszą duszę otaczają ciemności, a tylko Ty jesteś światłem, jedynie Ty możesz uciszyć trwogę, która nas zadręcza. Wiemy bowiem, że wśród wszystkich rzeczy pięknych i godziwych jedna jest najważniejsza: zawsze posiadać Ciebie, Panie”.
On przybywa, żeby obdarzyć nas miłością, która przenika wszystko jak ogień, i by naszemu życiu nadać sens. Miłość Pana jest wymagająca, bo żąda od nas coraz więcej, pozwala przez to wzrastać duszy zjednoczonej z Bogiem i przynosić wiele owoców.
Każdy chrześcijanin pełen miłości Bożej jest, jak mówi psalm responsoryjny, bujnym drzewem, które nigdy nie usycha. Sam Chrystus daje mu życie. Jeżeli jednak chrześcijanin pozwala, żeby jego miłość oziębła, by do jego duszy wkradła się zniewieściałość, wtedy popada w ciężką chorobę wewnętrzną, zamienia się w plewę, którą wiatr rozmiata. Tą chorobą jest letniość, która – choć z zewnątrz tego nie widać – pozbawia życie miłości i sensu. Z powodu zawinionego zaniedbania w sercu i umyśle człowieka Chrystus pozostaje jakby w cieniu. Ani się Go nie widzi, ani nie słyszy. Wówczas w duszy powstaje pustka, którą daremnie będzie się starało wypełnić wszystkimi innymi rzeczami, które i tak Go nie zastąpią. Całe pobożne życie przenika osobliwe i charakterystyczne przygnębienie. Zatraca się ochoczość i radość oddania Bogu, a wiara staje się uśpiona właśnie dlatego że ostygła miłość.
Jeżeli w pewnym momencie zauważymy, że w naszym życiu wewnętrznym oddalamy się od Boga, wiedzmy, że dzięki odpowiednim środkom wszelkie choroby duszy są do uleczenia, również choroby powstałe w wyniku braku miłości. Zawsze można na nowo posiąść ów ukryty skarb, Chrystusa, który kiedyś nadał życiu sens. Jest to łatwiejsze na początku choroby, ale jest także możliwe później, jak w wypadku owego trędowatego, o którym opowiada św. Łukasz (por. Łk 5, 12-13). Pewnego dnia postanowił prawdziwie i z pokorą zbliżyć się do Chrystusa i został uzdrowiony. Pan zawsze oczekuje nas w otwartej i szczerej modlitwie oraz w sakramentach.
13.2 Chrześcijanin nie może być jak plewa, którą wiatr rozmiata. Bez ciężaru, ale i bez owoców. W oschłość niekoniecznie popada się z powodu odosobnionych upadków. Tę chorobę duszy „cechuje to, że nie bierze się poważnie, w sposób bardziej lub mniej świadomy, grzechów powszednich; przez brak gorliwości ze strony woli. Nie jest letniością odczuwanie i trwanie w stanie oschłości, przygnębienia i uczuciowej odrazy wobec spraw religijnych i boskich, ponieważ pomimo wszystkich tych stanów może trwać gorliwość woli, szczera miłość. Nie jest również letniością częste popadanie w grzechy powszednie, jeżeli ktoś poważnie za nie żałuje i walczy z nimi. Letniość jest takim stanem, w którym brakuje świadomej i dobrowolnej gorliwości, jest to rodzaj długotrwałej opieszałości albo połowicznej pobożności zasadzającej się na pewnych błędnych pojęciach: iż nie należy być drobiazgowym, iż Bóg jest zbyt wielki, aby mógł być tak wymagający w drobnych rzeczach, iż inni tak samo postępują, i tym podobne wymówki”.
Letniość rodzi się z długotrwałego niedbalstwa w życiu wewnętrznym. Zwykle poprzedza ją ciąg drobnych niewierności, które – nie naprawione – wpływają na stosunki duszy z Bogiem.
Niedbalstwo wyraża się w codziennych drobnych rzeczach, w braku żalu za osobiste błędy, w braku konkretnych celów podczas rozmowy z Panem. Żyje się byle jak, jeżeli nie posiada się prawdziwych celów, które by pociągały i przynosiły radość. Gdy przestało się walczyć o to, by być lepszym, albo prowadzi się walkę udawaną lub nieskuteczną. Gdy zaniedbuje się umartwienie, a „przy ciele ociężałym i przesyconym dusza jest bardzo źle przygotowana, by wzlatywać wysoko”.
Stan letniości przypomina pochyłe zbocze, po którym coraz bardziej oddalamy się od Boga. Prawie niepostrzeżenie pojawia się swoista troska, żeby się nie wychylać, żeby trwać w pewnych granicach, w tym, co jest wystarczające, aby nie popaść w grzech śmiertelny, wtedy nie przywiązuje się wagi do grzechu powszedniego i łatwo się na niego przyzwala.
Człowiek oziębły postawę niezdecydowanej walki i braku wymagań od siebie samego usprawiedliwia racjami zachowania naturalności, skuteczności, pracy lub zdrowia. Pomagają one oziębłemu być pobłażliwym wobec swoich nieuporządkowanych uczuć, przywiązań do osób i rzeczy, wygód, które stopniowo stają się subiektywną koniecznością, coraz bardziej osłabiając siły duchowe.
„Człowiek oziębły całym swoim życiem pokazuje, że nie ma Boga za Boga”. Kiedy występuje letniość, brak jest podczas Mszy św. prawdziwej wewnętrznej czci dla Boga. Komuniom świętym zwykle towarzyszy wielka obojętność z powodu braku miłości i przygotowania. Modlitwa bywa pusta, niewyrazista, rozproszona. Nie ma prawdziwie osobistego obcowania z Panem. Rachunek sumienia – który jest skutkiem szczególnej wrażliwości – zostaje teraz zaniedbany, gdyż albo przestaje się go czynić, albo czyni się go w sposób rutynowy i bezowocnie. W tym opłakanym stanie człowiek oziębły traci pragnienie głębokiego zbliżenia się do Boga, staje się ono wtedy praktycznie niemożliwe.
„Cierpię na widok niebezpieczeństwa letniości, które ci grozi – powiada św. Josemaría Escrivá, – gdy widzę, że nie dążysz poważnie do doskonałości w swoim stanie”. W sumie „jesteś letni, jeśli leniwie i niechętnie wypełniasz to, co odnosi się do Pana; jeśli z wyrachowaniem i «chytrością» starasz się ograniczyć twoje obowiązki; jeśli myślisz tylko o sobie i o własnej wygodzie; jeśli twoje rozmowy są czcze i próżne; jeśli nie czujesz wstrętu do grzechów powszednich; jeśli działasz jedynie z pobudek ludzkich”.
Walczmy o to, żeby nigdy nie popaść w tę chorobę duchową, bądźmy czujni, żeby zauważyć jej pierwsze oznaki, wtedy natychmiast zwróćmy się do Najświętszej Maryi Panny. Ona zawsze wzmaga naszą nadzieję i przynosi nam radość z narodzenia Jezusa: Ciesz się i wesel, Córo Jeruzalem: Oto twój Król przychodzi do ciebie. Nie lękaj się, Syjonie, bo wkrótce nadejdzie twoje zbawienie.
Maryja Panna, jeśli tylko do Niej przyjdziemy, zawsze zaprowadzi nas do swojego Syna.
13.3 Rozbudzanie ducha walki doprowadzi nas do starannego przeprowadzania codziennego rachunku sumienia. W jego trakcie wzbudzimy akt żalu za to, w czym tego dnia nie byliśmy całkowicie wierni. Podczas rachunku sumienia odkryjemy błędy, które możemy poprawić następnego dnia. Ta czujna miłość, czynne pragnienie szukania Pana przez cały dzień, stanowi przeciwstawny biegun dla letniości, która jest niedbalstwem, brakiem zainteresowania, lenistwem i brakiem radości w naszych praktykach pobożności.
„Jeżeli w izbie ma być ciepło, potrzeba ją opalać: tak i dom duchowy niechaj ogrzewa ogień prawdziwej i niewygasłej pobożności, a mroźny wiatr oziębłości nie będzie miał do niej przystępu”. To pragnienie walki nie zawsze doprowadzi nas do zwycięstwa: będą się zdarzać upadki, lecz zadośćuczynienie i skrucha jeszcze bardziej będą nas zbliżać do Pana. Skrucha odmładza duszę.
„W obliczu naszej nędzy i naszych grzechów, w obliczu naszych błędów – nawet gdyby, dzięki łasce Bożej, były małej wagi – zwróćmy się w modlitwie ku naszemu Ojcu i powiedzmy Mu: ‘Panie, popatrz na moją nędzę i na moje słabości. Jestem tylko rozbitym glinianym naczyniem, w mojej nędzy pozostały ze mnie tylko skorupy. Panie mój, pospinaj mnie na nowo klamrami, a wtedy – w moim żalu i przy Twoim przebaczeniu – będę silniejszy i bardziej Ci miły. Módlmy się w ten sposób, kiedy roztrzaska się nasza nędzna glina, a znajdziemy pocieszenie”.
I znowu znajdziemy się blisko Chrystusa. Z nową radością, z nową pokorą. Pokora, szczerość, skrucha i ciągłe rozpoczynanie od nowa. Trzeba umieć rozpoczynać jeszcze raz, ilekroć nastąpi upadek. Bóg liczy się z naszą kruchością.
Bóg zawsze przebacza, ale należy się podnosić, żałować, przystępować do spowiedzi, kiedy zajdzie potrzeba. Ilekroć rozpoczniemy na nowo, ogarnie nas głęboka, niezrównana radość. W ciągu naszego życia musimy to czynić wiele razy, ponieważ zawsze będą się zdarzać upadki, zawsze będziemy mieli braki, ułomności, grzechy. Może ta chwila modlitwy posłuży nam, żebyśmy potrafili rozpocząć jeszcze raz od nowa nasze starania. Pan liczy się z naszymi upadkami, ale również oczekuje od nas wielu drobnych zwycięstw w ciągu każdego dnia. W ten sposób nigdy nie popadniemy w zniewieściałość lub w opieszałość ani zabraknie w nas miłości.